Andrzej Gasiorowski

Polska bez Cenzury: Samobójcza misja życia

bezcenzury

Felieton Andrzeja Gąsiorowskiego

http://www.bezc.pl/miesiecznik/10

Samobójcza misja życia

Aula uniwersytetu w Tel Awiwie. Siedzę pomiędzy oficjalnymi gośćmi na uroczystości zorganizowanej przez “Izrelski związek likwidatorów katastrofy w Czernobylu” w ramach upamiętnienia tamtego strasznego wydarzenia. Zmobilizowano wtedy ponad 600,000 ponad “likwidatorów” mających pomóc w likwidacji skutków katastrowy, oraz przesiedleniu kilkuset tysięcy ludzi z ponad 400 białoruskich miast i wsi. Mieli w tamtym czasie niewiele ponad 20 lat. Pracowali w tamtym radioaktywnym piekle po sześć miesięcy, niektórzy ponad 4 lata. Ci co przeżyli noszą dziś na sobie piętno napromieniowania. Niektórzy później w 1990 wyemigrowali do Izraela przejeżdżając przez Polskę w ramach Operacji “MOST”. Dzisiaj są na sali. Na ich piersiach emblemat Ratownika z Czernobyla – z symbolem fali promieniowania alfa, beta i gamma przenikające kroplę krwi.

O krok od zagłady

To było dokładnie trzydzieści lat temu, jeszcze w PRLu. Byłem wtedy początkującym lekarzem. Pilny telefon ze szpitala. Narada w wąskim gronie. Przekazano nam że nastąpiło skażenie materiałem radioaktywnym na terenie całego kraju. Władze opracowały kierunki ochrony ludności. Dzieciom należy podać nieradioaktywny jod, a także wstrzymać wypas bydła na łąkach i przejść na karmienie ich suchą paszą. Mleka od krów przebywających dotąd na pastwiskach nie należało kierować do sklepów, lecz przeznaczyć do przerobu. Dzieci i młodzież powinny były konsumować mleko w proszku i skondensowane. Należało ograniczyć spożycie świeżych jarzyn oraz dokładnie je myć. Zakazano picia wody deszczowej. Dla przygotowania akcji jodowej zebrano w Ministerstwie Zdrowia grupę, która ustaliła, że formą masowej profilaktyki jodowej będzie podanie tzw. płynu Lugola – wodnego roztworu jodku potasu i pierwiastkowego jodu oraz ustaliła jego dawki dla trzech grup wiekowych dzieci. Jego podanie miało na celu zablokowanie wchłaniania promieniotwórczego jodu-131.

26 kwietnia 1986 roku w reaktorze jądrowym bloku nr 4 elektrowni atomowej w Czarnobylu dochodzi do wybuchu. Jego mechanizm był inny niż w klasycznej bombie atomowej. Ujmując to w największym skrócie: gwałtowny wzrost mocy reaktora spowodował, że woda w obiegu chłodzenia zamieniła się w parę i siłą swojego ciśnienia rozerwała przewody, przedostając się do wnętrza reaktora. W wysokiej temperaturze zaczęły się wydzielać tlen i wodór. Kiedy temperatura wzrosła do kilku tysięcy stopni, ciśnienie pary rozsadziło cały układ, nastąpiły eksplozje mieszaniny tlenu i wodoru, zapalił się grafit, doszło do rozszczelnienia rdzenia. Wybuchy były tak silne, że uniosły ważącą kilkaset ton pokrywę reaktora. Strumień gorących gazów wyniósł nagromadzone wewnątrz izotopy promieniotwórcze na kilka tysięcy metrów w górę. Prawie cała zawartość reaktora przedostała się do atmosfery, po czym rozeszła się z wiatrem na Europę i świat. Eksplozja uwolniła 400 razy więcej promieniowania niż bomba atomowa, która wybuchła nad Hiroszimą.

Dzień przed tragedią w elektrowni przeprowadzono eksperyment, który miał odpowiedzieć na pytanie, co by się stało, gdyby w wyniku awarii został przerwany dopływ prądu zasilającego pompy układu chłodzenia reaktora. Jak się potem okazało, operatorzy nie znali prawdziwych charakterystyk reaktora, konstruktorzy nie przekazywali im takich informacji. Nie wiedzieli też o wynikach badań w moskiewskim Instytucie Energii Atomowej im. Igora Kurczatowa. Tuż przed katastrofą naukowcy doszli do wniosku, że zachowania tegi typu reaktora w niektórych sytuacjach są nieprzewidywalne.

Dwa dni po eksplozji polska stacja w Mikołajkach odnotowała aktywność promieniotwórczą 500.000 razy większą od normalnej. Władze ZSRR kompletnie zablokowały przepływ informacji, dlatego też oficjalne wieści o katastrofie przekazano w Polsce dopiero 29 kwietnia – w trzy doby po wybuchu.

Pięć dni po wybuchu w Czarnobylu odkryto, iż powstało zagrożenie znacznie poważniejsze niż pierwsza eksplozja w reaktorze. Rdzeń reaktora, który eksplodował, w dalszym stopniu się topił. Rdzeń zawierał 185 ton materiału jądrowego, a reakcja jądrowa w jego wnętrzu narastała w zastraszającym tempie. Na samym początku akcji ratunkowej strażacy próbowali gasić pożar przy pomocy wody z węży strażackich. Woda wlewana do reaktora została silnie skażona, a następnie spływała do niższych części kompleksu. Natomiast w pomieszczeniu reaktora powstała sztuczna lawa z piasku, gliny i boru, którymi próbowano gasić płonący grafit. Lawa ta powoli topiła podłogę pomieszczenia reaktora.

Poniżej był basen zawierający 20 milionów litrów wody. Woda była wykorzystywana do chłodzenia reaktora. Jedyną przeszkodą między topieniącym rdzeniem reaktora a wodą była gruba płyta betonowa. Topniejący rdzeń w formie lawy powoli przepalał betonową płytę, nieustannie przemieszczając się w kierunku znajdującego sie poniżej basenu z wodą. Gdyby jej się to udało i spłynęłaby do zalanych pomieszczeń, spowodowałoby to gwałtowną reakcję, która doprowadziłaby do potężnej eksplozji. Ta spowodowałaby eksplozję w pozostałych trzech reaktorach. W jej rezultacie całość paliwa jądrowego wyparowałaby do atmosfery. Jak później określono, “gdyby topniejący rdzeń dotarł do wody, w wyniku wywołanej eksplozji przez następne 500 tysięcy lat Ukraina, znaczna część Europy, oraz Rosji nie mogły być zamieszkane.”

Ołowiane trumny

Inżynierowie szybko opracowali plan działania, by zabezpieczyć pozostałe trzy bloki reaktora przed eksplozją. Ustalono, iż trzech ochotników ma przepłynąć przez zalany wodą blok nr 4, dotrzeć do basenu, odnaleźć i zawory awaryjne, otworzyć je, umożliwiając odprowadzenie skażonej wody zanim dojdzie do jej kontaktu z rozżarzoną lawą. Każdego z uczestników tej samobójczej misji czekała niechybna śmierć na skutek choroby popromiennej.

Zgłosiło się trzech ochotników: Walery Bezpałow – żołnierz, w elektrowni był inżynierem, Aleksiej Ananenko – inżynier znający położenie zaworów awaryjnych, i Borys Baranow – zwykły robotnik, który zgodził się pomóc. Mieli oni pobrać sprzęt do nurkowania, zejść pod wodę i poruszając się wzdłuż rur dotrzeć do zaworów. Ananenko wiedział gdzie dokładnie one się znajdują, a Baranow miał pomagać obu inżynierom oświetlając drogę. Zdecydowali się na tę samobójczą misję, mieli jedynie jedną prośbę: aby po ich śmierci państwo zajęło się opieką nad ich rodzinami.

Reflektor Baranowa przestał pracować dość szybko po zejściu pod wodę, na szczęście ratownicy zdążyli dotrzeć do rur odpływowych i od tego momentu Ananenko był w stanie na ślepo poprowadzić trójkę do celu. Mężczyźni pomyślnie otworzyli zawory, a następnie powrócili do reszty ekipy ratunkowej. Wszyscy trzej zmarli w dwa tygodnie później. Zostali pochowani w trumnach pokrytych grubą warstwą ołowiu. Wiele miesięcy później ustalono, że lawa faktycznie przepaliła podłogę pomieszczenia reaktora i oceniono, że gdyby nie misja odważnych nurków, śmierć od promieniowania miliony Europejczyków.

Dr. Avraham Sharnopolsky – Przewodniczący “Światowego związku rosyjsko-języcznch akademików z byłego ZSRR” zakończył swój wykład pozostawiając widownię w stanie głębokiej zadumy.

Tak, pamiętam dobrze tamten dzień. To było dokładnie trzydzieści lat temu. Piękny pogodny dzień. Będąca w szóstym miesiącu ciąży moja żona z półtorarocznym synem na spacerze. Patrząc w bezchmurne niebo, świat wokół niej wydawał się być tak spokojnym i bezpiecznym…

http://www.bezc.pl/miesiecznik/10

Categories: Andrzej Gasiorowski

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s