Art-B

Służby: Płk Adam Debiec

resortowe dzieci - sluzbyExcerpt From: Dorota Kania. “Resortowe Dzieci. Służby.” 


Jednym z podwładnych ppłk. Wiktora Fonfary w Biurze Śledczym MSW, który razem z nim przeszedł do Urzędu Ochrony Państwa, był Adam Dębiec, wieloletni funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa.

Rodzice Adama Dębca byli bezpartyjni. Ojciec po przeprowadzce z Jasła do Sanoka pracował od 1946 roku w Kopalnictwie Naftowym, a matka pracowała tam w charakterze świetlicowej. Również żona Elżbieta Czubasiewicz126 i jej rodzice byli bezpartyjni. Środowisko rodzinne nie wskazywało zatem, jaką przyszłość wybierze Adam Dębiec. W 1961 roku Dębiec został przyjęty na I rok prawa na Uniwersytecie Wrocławskim, skąd przeniósł się do Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu, gdy na prawie nie zdał egzaminu z logiki. W 1964 roku ożenił się i rok później urodził się syn Andrzej. 12 września 1967 roku Dębiec złożył w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Opolu podanie o przyjęcie do pracy w Komendzie Powiatowej MO w Nysie w charakterze inspektora kulturalno-oświatowego.

„Podanie uzasadniam tym, że posiadam wykształcenie w zakresie historii a praca na tym stanowisku odpowiada moim zainteresowaniom” – pisał Dębiec.”

WSP w Opolu ukończył w 1967 roku i 21 września Kurator Opolskiego Okręgu Szkolnego Stanisław Micek wyraził „zgodę na podjęcie pracy w organach MO przez Adama Dębca – absolwenta kierunku historii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu”, co uwolniło Dębca od obowiązku pracy w szkole. Pracę w KP MO w Nysie Dębiec rozpoczął 15 października 1967 roku. Jako funkcjonariusz MO w 1970 roku rozpoczął naukę zaocznie w Szkole Oficerskiej w Szczytnie. Jednocześnie oczekiwał na mieszkanie ze Spółdzielni Mieszkaniowej w Opolu, której był członkiem. W tym czasie zabiegał – jak czytamy w aktach – o przyjęcie do Służby Bezpieczeństwa – jego kandydaturę poparło kierownictwo Wydziału Śledczego KW MO w Opolu. I tak, po ukończeniu Szkoły w Szczytnie, 25 czerwca 1972 roku trafił do Służby Bezpieczeństwa na stanowisko inspektora Wydziału Śledczego KW MO w Opolu.”

W 1978 roku Dębiec został przeniesiony do Wydziału II Biura Śledczego MSW, gdzie zajmował się przestępstwami gospodarczymi i nadużyciami w handlu zagranicznym. W 1979 roku rozpoczęła się sprawa rozwodowa Dębców i 6 marca 1981 roku Adam Dębiec napisał donos do płk. Bonifacego Jedynaka, Dyrektora Departamentu Kadr MSW, że żona Elżbieta jest członkiem NSZZ „Solidarność” w Technikum Chemicznym przy ul. Saskiej w Warszawie, gdzie była zatrudniona jako nauczycielka. Sam Dębiec był wówczas II sekretarzem POP w Biurze Śledczym MSW.

Po zabójstwie bł. księdza Jerzego Popiełuszki był w grupie prowadzącej śledztwo przeciwko Piotrowskiemu, Chmielewskiemu, Pękali oraz ich przełożonym, w tym Pietruszce. Postępowanie było tak prowadzone, że zleceniodawcy zabójstwa księdza Jerzego nigdy nie zostali osądzeni.

Dębiec był wysoko oceniany przez przełożonych, o czym świadczą m.in. wnioski o awans.

„Mjr Adam Dębiec jest długoletnim i doświadczonym pracownikiem pionu śledczego MSW. Samodzielnie prowadził – z dobrymi wynikami – śledztwa z zakresu aferowej przestępczości i przeciwko sprawcom przestępstw popełnionych z pobudek politycznych. W niektórych z tych spraw pełnił funkcję koordynatora, organizując m.in. pracę grupie inspektorów. Angażowany był także do dokonywania analizy materiałów operacyjnych przed wszczęciem postępowań karnych. Stawiane przez niego wnioski charakteryzuje trafność i rzeczowość. Jest aktywnym członkiem PZPR” – pisał we wniosku personalnym 13 lipca 1984 roku płk Zbigniew Pudysz, dyrektor Biura Śledczego MSW.

Mimo zaangażowania w czasach PRL-u w walkę z opozycją i prowadzenia politycznych śledztw, Adam Dębiec został pozytywnie zweryfikowany i został przyjęty do Zarządu Śledczego Urzędu Ochrony Państwa, którym kierował Wiktor Fonfara.

W 1991 roku na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się list opozycjonistki Ewy Kulik-Bielińskiej, który warto przytoczyć w całości chociażby ze względu na charakterystykę metod pracy mjr. Adama Dębca:”

81px-Kulik-Bielińska_Ewa_2210_1“Z relacji w «GW» nr 102 z posiedzenia Komisji Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów dowiedzieliśmy się, że funkcjonariuszem MSW prowadzącym śledztwo w tzw. aferze bankowej (afera Art-B) jest naczelnik wydziału UOP płk Adam Dębiec. Z Adamem Dębcem zetknęłam się dwukrotnie. Po raz pierwszy w sierpniu 1980 roku, kiedy to kierował akcją przeszukania w mieszkaniu Jacka Kuronia, podczas której zatrzymano i osadzono w areszcie kilkanaście znajdujących się tam osób. Po raz drugi miałam z nim do czynienia 31 maja 1986 roku, kiedy uzbrojeni w pistolety maszynowe członkowie grupy antyterrorystycznej mjr. Misztala wyłamali o 5 rano drzwi do wynajmowanego przeze mnie mieszkania, a następnie przewieźli mnie do siedziby MSW przy ul. Rakowieckiej. Przywitał mnie tam A. Dębiec, wówczas w stopniu majora, rzucając do dwóch funkcjonariuszek, którym polecano mnie przeszukać: «Rozebrać ją, ale do goła»! Metody stosowane w prowadzonym przez Dębca śledztwie «przeciwko Zbigniewowi Bujakowi i innym podejrzanym o udział w organizacji mającej na celu obalenie ustroju siłą» (chodziło o podziemne krajowe władze «Solidarności» – Tymczasową Komisję Koordynacyjną NSZZ «S») prawdopodobnie nie różniły się od wielu innych toczących się w latach 1981–1986 spraw przeciwko działaczom «S». Szantaże, groźby, nacisk psychiczny były na porządku dziennym. Spośród tuzina przesłuchujących mnie funkcjonariuszy zapamiętałam twarz i nazwisko Dębca, ponieważ w szczególnie perfidny sposób wykorzystywał dramaty i tragedie osobiste zamieszanych w tę sprawę ludzi, zmuszając ich do złożenia obciążających zeznań. Nigdy nie zapomnę, jak 21 czerwca 1986 roku, dzień po tragicznej (dotychczas nie wyjaśnionej) śmierci mojego brata, wezwał mnie na przesłuchanie, podczas którego próbował uzyskać ode mnie zeznania w zamian za ujawnienie okoliczności zgonu Krzysztofa i udzielenie mi pozwolenia na udział w jego pogrzebie. Za odmowę współpracy zostałam podwójnie ukarana: o okolicznościach śmierci brata dowiedziałam się od przyjaciół mojej rodziny dopiero trzy miesiące później a w pogrzebie nie mogłam wziąć udziału. Nie zapomnę też, jak znęcał się nad małżeństwem Kolińskich, których jedyną winą było to, że wynajęli mi swoje mieszkanie, za co oboje osadzono w areszcie pozbawiając w ten sposób opieki ich dwoje małych dzieci i obłożnie chorą matkę. Więcej o działalności płk. Dębca powiedzieć mogą inni członkowie podziemnych struktur, wobec których prowadził czynności śledcze. Ja przyznać muszę, że w naiwności swojej ani przez chwilę nie przypuszczałam, iż człowiek ten, po szumnie zapowiadanej weryfikacji, mógłby pozostać na swoim stanowisku, zwłaszcza po tym, jak jego sprawę przedstawiłam latem ub.r. Jackowi Merklowi, członkowi komisji nadzorującej weryfikację. Okazuje się, że przesłuchujący mnie pracownicy SB mieli rację, kiedy bez końca powtarzali: «My zawsze będziemy potrzebni. W każdym systemie, zawsze będzie wróg, przed którym trzeba będzie bronić państwa».” I tak Adam Dębiec nie tylko, że pozostał w nowych strukturach bezpieczeństwa publicznego, ale awansował do stopnia pułkownika i prowadzi dziś śledztwo w najbardziej prestiżowej sprawie karnej w naszym kraju, występując w roli Katona i rzucając podejrzenia na całe kierownictwo NBP z p.o. prezesa A. Topińskim, który ku jego niezadowoleniu, ciągle przebywa na wolności. Jakimiż to kwalifikacjami, kompetencjami oraz osiągnięciami zaimponował on szefowi UOP A. Milczanowskiemu i premierowi J.K. Bieleckiemu, z których pierwszy w chwili mojego aresztowania był niejawnym członkiem TKK, a drugi, według jego własnych słów, łącznikiem merytorycznym? Rozumiem, że docenione zostały zasługi płk. Dębca w ściganiu i ujęciu działaczy struktur «S», ale czy aresztowanie Bujaka dopiero po 5 latach ukrywania się jest właściwym kryterium do oceny kwalifikacji kompetencji przydatności pracownika w MSW? ”Adam Dębiec to oczywiście płotka (akcję zatrzymania Bujaka i innych nadzorował osobiście Cz. Kiszczak), ale jest to płotka, której działalność w okresie stanu wojennego dane mi było odczuć na własnej skórze. Fakt pozostawienia go, a nawet awansowania, w zweryfikowanej strukturze MSW, pozwala mi przypuszczać, że niewiele się tam zmieniło. Ja rozumiem, że różni zasłużeni dla dawnego reżimu esbecy mogli prześliznąć się przez sito weryfikacji, ale nie chce mi się wierzyć, że obecny szef UOP nie zapoznał się z aktami sprawy przeciwko strukturze, której sam był członkiem. Nieznane mi są podstawy, na jakich dokonano aresztowań «Art-B» i bankowców, nie wiem, jakie zebrano dowody. Znając jednak płk. Dębca czuję się bardziej solidarna z przesłuchiwanymi niż z przesłuchującym.”

uop_logoDębiec był zaangażowany w strategiczne śledztwa prowadzone przez UOP m.in. we wspomnianej wyżej aferze Art-B i FOZZ. Ta druga ciągnęła się latami – najpierw toczyło się wieloletnie śledztwo, po którym został sformułowany akt oskarżenia – niewiele brakowało, by sprawa uległa przedawnieniu a winni uniknęli kary. Afera FOZZ swój sądowy epilog znalazła w 2006 roku w czasie rządów PiS, kiedy to zapadł prawomocny wyrok skazujący m.in. Grzegorza Żemka, Janinę Chim oraz zaocznie Dariusza Przywieczerskiego na kary bezwzględnego więzienia.

Po upadku rządu Jana Olszewskiego i przejęciu MSW przez ekipę Lecha Wałęsy płk Adam Dębiec został wyznaczony na śledczego w sprawie działań podejmowanych przez współpracowników ministra Antoniego Macierewicza.

„Kiedy pracownicy Wydziału Studiów MSW pojawili się w pracy w dniu 6 czerwca 1992 roku (sobota), odizolowano ich od reszty personelu MSW i umieszczono w specjalnie przygotowanej Sali. Były funkcjonariusz SB a później śledczy UOP płk Adam Dębiec miał kierować «postępowaniem wyjaśniającym». Jednak pracownicy Wydziału Studiów MSW odmówili składania wyjaśnień, domagając się jednocześnie zinwentaryzowania zabezpieczonych archiwaliów MSW w obecności przedstawicieli Sejmu RP. Mimo dużej wiedzy, jaką dysponowali, wszystkich z dnia na dzień wyrzucono z pracy”.

Po odejściu z UOP Adam Dębiec zajął się interesami – głośna była w mediach akcja z jego udziałem dotycząca Radia Zet.W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Dębiec stwierdził, że do Eurozetu poszedł w ramach swojej działalności gospodarczej – po odejściu z UOP założył firmę. Zlecenia dla niej pomagali mu załatwiać ludzie poznani w służbach.”


Adam Debiec